grudnia 26, 2016

„Miejcie się na baczności przed ludźmi...”

Z Ewangelii według świętego Mateusza
Jezus powiedział do swoich Apostołów: «Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony». (Mt 10, 17-22)

Refleksja nad Słowem Bożym

Miejcie się na baczności przed ludźmi” (Mt 10,17).
Ostrzeżenie. Ważne i praktyczne.
Były chwile, gdy Jezus jakby przemykał się wśród tłumu, gdy jeszcze nie nadeszła Jego godzina. Był czas, gdy św. Józef budził się w nocy, brał Dzieciątko i Maryję i uchodził do Egiptu. Był czas, gdy Apostołowie schronili się do wieczernika i drzwi zamknęli przed prześladowcami. Był czas, gdy św. Szczepan unikał konfrontacji z przewrotnymi nauczycielami narodu.
Był czas, gdy wielcy święci żyli w skupieniu, odosobnieni, żeby wrosła wiara głęboko, a mądrość zakorzeniała się tak, aby przetrwała wszystkie próby.
Trzeba się strzec, kiedy trzeba, aby być znakiem skutecz­nym, gdy tego zażąda chwila. Strzeż się pustych ludzi, bo łatwo samemu opustoszeć. Ludzi rozbitych, bo łatwo się samemu rozsypać. Niewierzących, ordynarnych programów, czasopism, rozmów, które niszczą... Bo i ty jesteś człowiekiem kruchej wia­ry. Strzeż siebie samego.
Dzisiaj powie: „Miejcie się na baczności przed ludźmi” (Mt 10,17).
Tak, to jest zupełnie dziwne, co powiedział Jezus w pierwszym zdaniu, jakie dzisiaj czyta się wierzącym. Zwykle mówi: Miłujcie, przebaczajcie, pomagajcie ludziom...
A jednak, ileż w tym ostrzeżeniu prawdy.
Mieć się na baczności, to nic innego przecież, jak tylko z rozwagą traktować drugiego człowieka. Służyć człowiekowi, ale z mądrością. Wspomagać ludzi, ale roztropnie. Dźwigać upadłych, ale z rozwagą i uważnie. Pocieszać strapionych, ale widzieć których, kiedy, na ile można podjąć ich krzyż, żeby za­miast jednego strapionego nie było poprostu dwóch strapionych. Nauczać nieumiejących, ale znowu wiedzieć których, kiedy. Znać sposoby, żeby zamiast pouczania, nie było większego jeszcze zamętu i zagubienia. Ileż to razy w najlepszej wierze podjęta pomoc spowodowała klęskę ucznia i nauczają­cego. Ratować tych, którzy giną na marginesie życia, w złych domach, na niebezpiecznych ulicach. I znowu mieć się na baczności, bo wielu wyszło do zagubionych i stamtąd nie powróciło. Nie tylko nie wnosząc dobra w śro­dowisko zniszczone, ale i samym zatracając to, co posiadali. Uważajcie, miejcie się na baczności wobec naprawdę cierpiących, którzy nie potrafią dać wam takich znaków, jakich oczekujecie. Ani wdzięczności, ani zrozumienia, ani sprawiedliwości. Zdarza się, że zniszczeni przez życie nie wierzą w dobro, które do nich przychodzi. Nazwą wasze ręce swoim zwyczajem, określą w swój sposób wasz wysiłek, będziecie cierpieć z powodu niesprawiedliwości.
Łatwo wtedy o zniechęcenie, o odejście. Bądźcie mądrzy wiarą. Miejcie się na baczności! Bądźcie ostrożni!
Mniej znacie siebie, niż myślicie i mniej wiecie o ludziach, niż wam się zdaje. A jednak idźcie do nich, ale czujnie i rozważnie, ale idźcie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger